top of page
  • Zdjęcie autoraKinga

łzy na policzkach

Wychodzę z domu na przedpołudniowy spacer. Zaledwie kilkaset metrów. Kilkaset metrów, które wycisną mi łzy z oczu. Niewiarygodnie krótki odcinek do przejścia. 

Idę na Sznury, zastanawiając się czy w ogóle znam Sznury zimą.

Taaak, a zima nam się dziś wyjątkowo udała. 16 stopni poniżej zera, świetnie “ubita” droga tam, gdzie zwykle grzęzłam w błocie. Ubita czyli skuta lodem. Patrzę pod nogi - sznurówki postanowiły dać sobie urlop od prawego buta. Co za pech! Trzeba zdjąć rękawiczki by je poskromić, w mgnieniu oka kostnieją mi palce, ledwo udaje mi się zasznurować buta z powrotem.

Przechodzę przez mostek nad Rybnianką. Mróz wyciska mi łzy, kiedy będę szła z powrotem łzy zamarzną, a policzki jeszcze długo będę miała czerwone w domu. Zmarznięte drzewa wyznaczają jakąś linię horyzontu, jakby się przykurczyły i zwarły. Można ogarnąć wzrokiem więcej. Na śniegu widzę ślady jakiegoś pojazdu, butów, zwierząt.

Najpierw opuszcza mnie pojazd, kawałek dalej obuty człowiek a do końca prowadziłyby mnie tropy zwierząt, gdybym tylko się zdecydowała jeszcze iść. Ja jednak zawracam. Wiem, że nie poradzę sobie później z tym zaledwie kilkusetmetrowym odcinkiem. Muszę liczyć odległości, siły na zamiary, metry, dni do operacji. Byle do wiosny!



86 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Łysa Góra

zgubna zieleń

Comments


bottom of page