• Kinga

poranny obchód


Wyruszyłam z domu z przekonaniem, że jadę na Bednarze, ale szybko zorientowałam się, że dojadę tam z kilkoma postojami po drodze. Na pierwszy ogień poszła Maciejówka. Niewielkie kałuże pokrywała warstwa lodu, a zielone pola wyglądały jak mrożona herbata z mięty. Słońce wychodzące zza Kajasówki tworzyło czerwoną aurę. Było pięknie, ale bez rękawiczek ręce mi już tak zmarzły, że miałam problem z obsługą aparatu. Jadąc w następne miejsce miałam czas by ogrzały się na tyle, że znowu mogłam robić zdjęcia. A Wołek i Czamarze też nie zawiodły. Widok na góry zapierał dech w piersiach, a i rozległe pola i Kajasówka wybielone robiły wrażenie. Na koniec ruszyłam tam, gdzie planowałam - Na Bednarze i do Zapaści. Doszłam do końca wąwozem, dalej otwierała się łąka - biało-zielona. Jeszcze tylko zagajnik z aktualnie ogołoconymi z liści drzewami - ale dzięki temu na koniec mogłam zobaczyć coś co nie zdarza mi się zbyt często - na jednym z drzew siedziała duża piękna sowa. To już koniec Zapaści, ale nie koniec wycieczki - ale o niej następnym razem.


13 wyświetlenia
Copyright © Vivamus 2017-2020 All rights reserved
vivamus_element_preview.png
na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer
na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer