• Kinga

między nocą a dniem, między niebem a ziemią


O szóstej było jeszcze ciemno, a ja nie mogłam znaleźć latarki czołowej więc czekałam aż zrobi się trochę jaśniej, żeby móc biegać. Dzień nadciągał od Krakowa, nad Kajasówką robiło się jasno. Część wzgórza była oświetlona słońcem - nie, nie czerwonym światłem wschodzącego dnia, tylko właśnie białym magicznym. Był lekki mróz, na trawach szron i stopy miałam zesztywniałe, ledwo ściągnęłam buty, żeby zmienić na trapery. Kiedy jechałam na Wołek byłam pewna, że przegapiłam "tę" chwilę. Słońca jednak nie widziałam. Zaczęły się unosić lekkie mgły, niebo było czyste, a pora dnia taka pomiędzy - nocą i rankiem. Po bieganiu wydawało mi się, że jest bardzo ciepło, dlatego miałam duży zapał, żeby jeszcze zobaczyć wstający dzień z innego miejsca. Zdecydowałam w końcu, że pojadę w okolicę Sosenki nad Skotnicą. Kiedy jechałam widziałam w lusterku wznoszące się słońce i odrywałam co chwilę wzrok od drogi więc zupełnie zrozumiałe, że o mało nie doszło do stłuczki z szybko nadjeżdżającym autem z Wrzosów.

Ruszyłam drogą do góry Krzemieńcem, ale nie doszłam do kapliczki na drzewie bo widoki zupełnie mnie pochłonęły. Jak na jeden chłodny ranek - dwa wzgórza to niemało. Krajobraz nieziemski (już), ale jeszcze nie niebiański. I te góry w dali... Dobrze wiecie o czym mówię, bo wiele osób dziś uległo urokowi poranka...

p.s. Krzmieniec? Wołek? Skotnica? Nic Wam nie mówią te nazwy? Wkrótce mapa z nazwami przysiółków.

#Krzemieniec #Wołek

0 wyświetlenia
Copyright © Vivamus 2017-2020 All rights reserved
na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer
na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer