Zdjęcia-i-spacery-po-Rybnej.png
  • Kinga

stalagmit łapie oddech


Sobota, dość zimna sobota. Jestem po pierwszym spotkaniu igersRybna i wpadam tylko do domu na chwilę, żeby spakować ubranie. Wrzucam do auta drugie spodnie i ciepłochronną bluzkę, czapkę. O butach na zmianę nie pomyślałam, więc do domu wrócę w skarpetkach...

Przebieram się na parkingu przy Jaskini Nietoperzowej.

Jadąc do odkopywanej Jaskini Zygmunta wiem, że natrafiono wcześniej na odłamek stalagmitu po starym zawale. Ma osiemdziesiąt centymetrów podstawy i ok. dwustu kilogramów. Tego dnia będzie wydobywany na wierzch. Schodzę do pierwszego poziomu po giętkiej drabinie. Z góry kropi trochę deszcz i robi się błoto. W studni siedzą już panowie, do góry ciągle wędrują wiadra pełne namuliska. No to ja też coś muszę znaleźć dla siebie. I znajduję. Przede mną szczelina, trochę wysoko - ale jak się powspinać to się wejdzie. W końcu ktoś ją oczyścił. Wchodzę sama, ale z tyłu jestem pilnowana i słyszę podpowiedzi gdzie postawić stopę i czego się łapać. Szczelina jest tak wąska, że choć jestem szczupła - muszę ustawić się bokiem i powoli przesuwać do przodu. Było jednak warto bo za chwilę jestem w niewielkiej komnacie, którą mogę podziwiać. Nie ja sama... No za takim towarzystwem nie tęskniłam - ale cóż, były tu wcześniej. Pająki.

Wracam na dół w najlepszym momencie. Obwiązany sznurami stalagmit jest wciągany do góry. Chłopaki siedzący w studni zapierają się nogami o ściany. Osoby wspierające z mojego poziomu przekładają co chwile klamry na sznurach. Taką akcję przeprowadzają po raz pierwszy w życiu - a ja widzę jak im to sprawnie idzie, pełne skupienie na zadaniu i obiekcie. A obiekt już jest na moim poziomie i wysuwa się ze sznurów. Słyszę krzyki i przekleństwa, robi mi się zimno z emocji. Dwieście kilogramów mogące spaść komuś na głowę lub pociągnąć w dół. W najlepszym przypadku uderzyć w mój plecak z drugim obiektywem. Ja jestem niemal wciśnięta w skałę poniżej szczeliny, z której wyszłam. Patrzę i słucham z zapartym tchem. Komenda za komendą, i doskonała współpraca ekipy i stalagmit jest ponownie przewiązany i za paręnaście metrów i parę minut widzi światło dzienne. I łapie oddech. Na końcu ze studni wychodzi szef - Andrzej jest zupełnie spokojny, ale domyślam się jakie to było dla niego ważne i emocjonujące.

Wyciągnięty kawałek powędruje do pracowni naukowych AGH. Tam go spotkam ponownie. Taki stalagmit może mieć wiele do powiedzenia. Będzie można dowiedzieć jaki jest jego wiek i w jakich warunkach klimatycznych się tworzył. Andrzej tłumaczy "są w nim zapisane wszystkie zmiany klimatu w tym terenie w okresie kiedy powstawał. Nacieki w I 23 m studni wszystkie były przemieszczone, spadły na jej dno. Odpadły z miejsc gdzie się tworzyły na wskutek zmian klimatycznych lub słabych, młodych ruchów tektonicznych, które w tym terenie obserwujemy do dzisiaj".

Kiedy wychodzę z jaskini jestem tak ulepiona błotem, że nie mam odwagi wsiąść w butach do auta. Ściągam je więc i jadę boso i tylko jedna myśl mi się kołacze - żebym nie miała okazji wysiąść z auta wcześniej niż w garażu.

Bardzo dziękuję za możliwość wzięcia (biernego) udziału w akcji, mając nadzieję, że nie przeszkadzałam. Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy całego zespołu.

#stalagmit #jaskinia #andrzejgórny

47 wyświetlenia0 komentarz