• Kinga

ekspedycja międzynarodowa

Buty na zmianę są? Są! To znaczy - ja nie mam, ładuję się do czystego auta w brudnych kaloszach, reszta przebiera buty na miejscu.

Woda jest? Jest! To znaczy - ja nie mam. A tam! Będziemy szli potokiem. W razie czego...

Ważne, że są dobre humory i plecaki na znaleziska. I nagrody do rozdania! To nie ja o nie zadbałam, ale mi przypadł zaszczyt ich podziału - nie dam się żadną siłą skorumpować bo już od samego początku wycieczki czuję takie naciski ze strony członków wyprawy.

Członkowie wyprawy:

Misza (Lwów, aktualnie Rybna), 15 lat

Mikołaj (Kraków/Rybna), 8 lat

Jan (Kraków/Rybna), 6 lat

Ja, (Rybna/Rybna), 3 maja

foksteriery dwa (Lwów, obecnie Rybna) - towarzysze Miszy.

Zostajemy zrzuceni przy miejscu piknikowym na Orleju dzięki dziadkowi Mikołaja i Jana. Ruszamy. Trochę się denerwuję, bo chłopcy jak się okazuje są częstymi bywalcami tego lasu - boję się więc czy "wyprawa" będzie dla nich atrakcyjna. Była od samego początku tzn. od momentu kiedy uświadomili sobie, że o podziale nagrody decyduję ja. A nagrodą były słodycze z Ukrainy przywiezione przez mamę Miszy. Może sama się skorumpuję?...

Na szczęście (dla mnie niewątpliwie) okazało się po zejściu z głównej drogi w prawo w kierunku potoku, że uczestnicy tu jeszcze nie byli! Trochę na wyrost zapewniłam, że natrafimy na dwa wodospadziki bo z nimi nigdy nic nie wiadomo - będą lub nie będą. Na szczęście były. Zanim do nich jednak dotarliśmy porozmawialiśmy sobie o możliwych (i niemożliwych) skarbach do znalezienia po drodze. Ustaliliśmy zatem, że znalezienie w tym miejscu amonita jest bardzo trudnym zadaniem. Ale - nie złapanie żaby przez Mikołaja, który okazał się w tym mistrzem. Żaby jednak też były niezłe w tych zawodach i zwykle zmykały gdy nadarzyła się taka okazja (tzn. rozchylona dłoń z płazem bym mogła zrobić zdjęcie). Całkowity spokój zachowywał jedynie Misza.

Do czasu. Puściły nam nerwy kiedy okazało się, że Jan znalazł amonita. Fantastycznego amonita! Zapewne jakiegoś rzadkiego bo nie miał "żeberek"! I tu już byliśmy o krok celu wyprawy - Czerwonego Kanionu. Kanion znów wyolbrzymiał. Opady podmyły skały i kolejna warstwa runęła w dół by go pogłębić.

Po przejrzeniu materiału do badań naukowych posililśmy się nagrodą, którą mam nadzieję sprawiedliwie rozdzieliłam i zdecydowaliśmy się na powrót. Nie, nie do domów jeszcze. Mieliśmy zamiar zakończyć wyprawę w Rudnie, na Polach Agatowych Muzeum Agatów - w końcu szliśmy szlakiem wulkanów podkrakowskich. Spod szlabanu zostaliśmy sprawnie przetransportowani (dziękujemy dziadkowi Jana i Mikołaja) na szczyt wulkanu - na Spalisko w Rudnie. Tu nerwy puściły nam wszystkim i już w liczbie 5 członków załogi rozpoczęliśmy poszukiwania agatów. I wiecie co? Poszczęściło się najmłodszym członkom załogi, którzy znaleźli w polu te związki mineralne.

Wracaliśmy z wyprawy bardzo zmęczeni. W końcu to jakieś 350 mln lat. I wiecie co jeszcze? Okazało się, że ten amonit, którego znalazł Jan - nie jest amonitem. Znajomi paleontolodzy są zgodni - mioceński ślimak!


#orlej #rybna #zalas #perm #agaty #rudno #muzeumagatówwrudnie #porfir #czerwonykanion #kopalniaorlej



67 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

przedzimie

Czerwieniec

  • Facebook
  • YouTube
  • Instagram
Zdjęcia-i-spacery-po-Rybnej.png

zdjęcia i spacery po Rybnej