Zdjęcia-i-spacery-po-Rybnej.png
  • Marta Łukaszyk

lato, krowy, gęsi, jagody i chrabąszcze

Jak wyglądało lato na wsi kilkadziesiąt lat temu? Gorące jak teraz, burze bywały tak samo gwałtowne, czereśnie tak samo pyszne, woda w rzece tak samo zimna ale zajęcia i zabawy dzieci zupełnie inne. Oto kilka wspomnień.


- Lato w dzieciństwie kojarzy mi się z jednym - z chrabąszczami. Czasami było ich tak dużo, że wystarczyło potrząsnąć drzewem i spadały z niego jak dojrzałe owoce. My chłopoki zbieraliśmy je i wrzucaliśmy dziewuchom na głowy. Wtedy wszystkie miały długie włosy i nosiły warkocze. Ale jak któraś miała rozpuszczone włosy i udało się jej wrzucić chrabąszcze na głowę wieczorem to zdarzało się, że wplątał się jej we włosy nietoperz, który chciał je złowić. To była najlepsza zabawa. Przynajmniej dla nas, bo dla dziewczyn raczej nie. Nietoperzy zresztą też było wtedy dużo więcej niż teraz. U nas na strychu przynajmniej ze dwadzieścia mieszkało. Czekało się kiedy wylecą wieczorem.


- Lato to były żniwa i pilnowanie krów na pastwiskach. Przy żniwach ciężka praca, ale przy krowach lubiłem siedzieć, Wszystkie książki z biblioteki wtedy przeczytałem. Krowy się gnało rano, czasem jak było zimno a któryś bez butów szedł to się w krówską kupę boso wchodziło i już było cieplej.


- Dziećmi się nikt nie przejmował tak jak teraz. Wiadomo zjeść, mieć się w co ubrać o to rodzice dbali. Ale tak to dzieci się same chowały, starsze miały młodszych przyglądać. A dzieci musiały krowy paść, barany, owce, a młodsze gęsi pilnować. Pamiętam jak raz moja starsza siostra poszła gdzieś i długo nie wracała. Pod wieczór mama myślała, ze już po niej. Mieliśmy taki głęboki stawek koło stodoły to go mama grabiami przeczesywała bo myślała, że ona się tam utopiła. A ta wróciła potem ze wsi jak gdyby nigdy nic.


- Rano się jadło kromkę chleba, popiło się mlekiem i już krowy gnać na łąkę. Nie było to takie nudne bo wszyscy krowy paśli i tam było już dużo dzieci. Ale starsi się lubili młodszymi wysługiwać. Jak im krowa lazła nie tam gdzie trzeba to młodszym rozkazywali "idź nawróć". A to nie takie proste jak masz sześć czy siedem lat a krowa jest parę razy większa od ciebie. Ale się szło bo inaczej by cię zlali.


- Koło 24. czerwca zwykle się kończyła szkoła i już od następnego dnia wstawało się wcześnie rano i szło do lasu na jagody. Ile się trzeba było naschylać żeby bańkę jagód nazbierać! Plecy bolały jak nie wiem i całe ręce mieliśmy fioletowe, ale zęby i język też bo jagody z cukrem były przepyszne. Część była potem na pierogi, część się suszyło żeby były na dłużej a część się na jarmarku sprzedawało.


- Dla mnie najlepszy przysmak lata to były kiszone ogórki kupowane na sztuki z beczki na odpuście w lipcu w Zalasiu!


- Tu wszędzie było pełno gęsi. Pamiętam, że czasem chodziłam do wujenki po żurek bo ona kisiła. Do niej się szło przy takich łąkach mokrych nad rzeczką i tam zawsze pełno gęsi z okolicznych domów. Chyba ze sto albo i więcej. Trzeba było iść daleko od strumienia bo to nie są łagodne ptaki. Zawsze się dziwiłam jak one same wrócą do domu i pytałam "wujenko, jak one wiedzą wieczór do którego domu mają iść?", a ona odpowiadała "nie bój się Danusiu, wiedzą, zobaczysz". I faktycznie gdy zaczynało się robić ciemno, dzieliły się na stada i każda szła do swojego obejścia i każda wiedziała gdzie ma iść. Nie wiem jak.