top of page

marmur dębnicki w kościele w Sance

Już prawie jesień, ale temperatury mamy typowo letnie. Idealny czas zarówno na spacer jak i na zwiedzanie zabytków. A może by tak połączyć jedno z drugim i wybrać się do nieczynnego kamieniołomu w Dębniku, a potem obejrzeć z bliska dzieła tamtejszych mistrzów kamieniarki sprzed kilkuset lat? Zapraszam na spacer do Dębnika i Sanki.


Marmur dębnicki tak naprawdę wcale nie jest marmurem tylko wapieniem, ale ma barwę tak ciemną, że po wypolerowaniu jest prawie czarna, niekiedy z jasnym deseniem żyłek kalcytu i właśnie dlatego nazywano go potocznie czarnym marmurem albo Czarną Marianną. Przez setki lat wykorzystywano go jako materiał ozdobny i choć kamieniołom z Dębniku koło Krzeszowic jest od dawna zamknięty to wyroby z dębnickiego marmuru można do dziś oglądać w wielu miejscach w okolicy.


W książce "Skok za miedzę. Z notatnika krajoznawcy" z początku lat osiemdziesiątych XX wieku Barbara Twarogowa tak opisuje historię dębnickich "marmurowych gór":

Historia łomów dębnickich jest długa i bogata. Wiadomo, że już w XIV wieku wydobywano stąd kamień. W XVI wieku eksploatował tutaj marmur kupiec krakowski i bankier królewski Seweryn Boner, a kamieniołami kierowali kamieniarze włoscy. W 1644 roku administrację przejęli Karmelici, którzy kilka lat wcześniej osiedlili się w Czernej. W Dębniku nie tylko wydobywano marmur, lecz także na miejscu wykonywano z niego rzeźby. Od Karmelitów nabywali surowiec różni kamieniarze, wśród których od 1672 roku dominują nazwiska polskie. W 1718 roku Karmelici wydzierżawili kamieniołom trzem polskim kamieniarzom, których dzieła powstawały w okresie od 1710-30 r. W XVIII wieku w czasie wojen i upadku gospodarczego kraju obniżył się poziom artystyczny i zmalała ilość produkowanych w Dębniku rzeźb. W 1787 roku kamieniołomy zwiedził król Stanisław August i wydzierżawił je od Karmelitów, a następnie sprowadził majstrów włoskich. Nastąpił ponowny rozkwit zarówno kamieniołomów jak i warsztatów. Marmurami ozdabiano budowle królewskie oraz wykonywano zamówienia prywatne. W okresie tym pracowało w Dębniku 19 kamieniarzy i 12 robotników. Wydarzenia polityczne w 1794 roku zmusiły króla do zrezygnowania z dzierżawy, włoscy kamieniarze wyjechali, produkcję przejęli ponownie Karmelici. Marmur dębnicki jeszcze do lat sześćdziesiątych XIX wieku dostarczany był do polskich miast, lecz coraz bardziej wypierały go marmury kieleckie. Pod koniec XIX wieku Karmelici usiłowali ożywić podległe sobie kamieniołomy i oddali je w dzierżawę firmie Juliusz John i Spółka, lecz nie przyniosło to oczekiwanej poprawy. Przed pierwszą wojną produkcja była bardzo różnorodna - wyrabiano kamienie młyńskie i żarnowe, płyty stołowe, przydrożne krzyże, figurki kapliczne, osełki, flakony, a sprzedawano - na targach w Krzeszowicach, w Krakowie i różnych innych miastach Polski południowej oraz na Węgrzech.

Kamieniołomy dębnickie zostały upaństwowione po 1945 roku, a wydobywany marmur wysyłany był do zakładów obróbki mechanicznej w Kielcach. Dzisiaj czarne marmury zdobią gmach Sejmu, Pałac Kultury i Nauki oraz inne reprezentacyjne budowle."


A jak wygląda kamieniołom dębnicki dziś? Spójrzcie na zdjęcia. Porośnięte krzewami zbocza, częściowo zalane dno, piękne skały i czarne kamienie, na których doskonale widać białe żyłowania.


A teraz przyjrzyjmy się z bliska dziełom dębnickich kamieniarzy z najlepszego okresu Łomu Karmelitów. Zdobienia z marmuru dębnickiego znajdziemy w klasztorach w Czernej i w Alwerni, w katedrze na Wawelu, w kościele Mariackim w Krakowie, jest z niego zrobiona cała kaplica Zbarskich z lat 1629-33 w kościele Dominikanów w Krakowie, ale najbliżej możecie je podziwiać na ścianach kościoła w Sance.


Kolejny fragment z książki Barbary Twarogowej:

Śledząc na przestrzeni wieków zapotrzebowanie na marmur dębnicki można zauważyć, że największe zastosowanie znalazł on w okresie panowania królów Zygmunta III Wazy i Władysława IV. Za panowania Zygmunta III prawie wszyscy kamieniarze małopolscy zaczęli tworzyć właśnie w tym materiale. Zapanowała bowiem moda na gładką, polerowaną czerń ścian, nagrobków, odrzwi, kominków. Twórcą tej mody był dwór królewski, gdyż Zygmunt III ozdobił marmurami dębnickimi kolegiatę św. Jana w Warszawie i wnętrze Zamku. Naśladując króla podobnie zaczęli ozdabiać swoje rezydencje magnaci, a pod koniec XVII wieku dominował on już w kaplicach grobowych.


I pewnie właśnie dlatego marmur dębnicki pojawił się na ścianach kościoła w Sance na barokowych epitafiach Świerczowskich oraz spokrewnionych z nimi Kochańskich. Fundator kościoła w Sance Zygmunt Świerczowski był przecież sekretarzem króla Zygmunta III Wazy. Epitafia w Sance czyli pomniki upamiętniające zmarłych to proste, czarne, kamienne tablice z napisem po łacinie otoczone zdobioną, rzeźbioną ramą z podobiznami zmarłych namalowanymi na blasze. Niestety dwa portrety przy ołtarzu skradziono kilkadziesiąt lat temu, a kilka lat temu zastąpiono je replikami, ale dwa, w tym Zygmunta Świerczowskiego, są oryginalne. Patrzą z nich na nas piękne, smutne twarze, wyglądające zaskakująco współcześnie (zwłaszcza Świerczowski z przystrzyżoną jak u barbera brodą i hipsterską fryzurą).


Warto to zobaczyć na żywo.


Dziękuję księdzu proboszczowi z Sanki za możliwość sfotografowania wnętrza kościoła.

Kamieniołom w Dębniku dziś:



Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

po burzy

Łysa Góra

Kommentare


bottom of page