Jasiek i król z Wrzosów
- Kinga

- 2 godziny temu
- 2 minut(y) czytania
Pamiętacie Jaśka z Bednarzy? Tak, tego, który nabił sobie guza, wypatrując skarbów bobo. Tamta przygoda czegoś go nauczyła – przede wszystkim, żeby trzymać się z daleka od skał. Minął jednak tydzień i prawie o wszystkim zapomniał, gdyby nie „śliwka” na czole, która wciąż nie chciała zniknąć. Na szczęście wystarczyło naciągnąć czapkę i można było o niej zapomnieć.
Pewnego dnia mama posłała Jaśka do sklepu. Tam chłopak usłyszał rozmowę dorosłych o pięknym królewskim jeleniu, którego podobno można spotkać na Wrzosach. Niewielu jednak miało to szczęście. Opowieść tak rozpaliła jego wyobraźnię, że nie mógł usiedzieć w miejscu. Postanowił, że odnajdzie jelenia. Był przekonany, że to niedaleko i że wróci przed zmrokiem.
Następnego dnia odczekał do popołudnia, aż w domu zrobiło się cicho, i wymknął się niepostrzeżenie. Z początku droga była łatwa. Maszerował dziarsko i podśpiewywał sobie „W Bednarskiej Krainie – dzień ci tak pięknie minie, dzień ci tak pięknie minie!”
Słońce świeciło wysoko, a znajome ścieżki prowadziły pewnie naprzód. Lecz gdy dotarł do pierwszej dolinki, serce zabiło mu szybciej. Zajrzał w głąb i ruszył dalej – przecież król-jeleń na pewno czekał gdzieś blisko. Powoli jednak dawało znać o sobie zmęczenie i głód. Nie zabrał ze sobą nawet wody.
W końcu stanął na progu wąskiego, skalistego jaru, o którym krążyły tajemnicze opowieści. Mówiono na niego Piekło. Słońce właśnie chowało się za horyzontem. Cienie wydłużyły się i pociemniały, a wiatr szeleścił w suchych paprociach jak czyjeś szepty.
Nagle między skałami dostrzegł coś ciemnego. Dwa żółte błyski. Pysk z zębami. Pies? Wilk? Serce podeszło mu do gardła. Chciał zawrócić, lecz potknął się o wystający korzeń. Upadł na ostre kamienie i rozciął kolano. Ból był tak silny, że aż zaparło mu dech.
Łzy same napłynęły mu do oczu. Dopiero teraz zrozumiał, jak niemądrze postąpił. Nikt nie wiedział, gdzie go szukać. Noga pulsowała bólem, a zmierzch gęstniał wokół. Chłód wpełzał pod kurtkę.
Wtedy usłyszał cichy szelest. Odwrócił głowę i zobaczył, jak spośród drzew wyłania się ogromny jeleń o rozłożystym, pięknym porożu. Zwierzę podeszło powoli, bez lęku, i zatrzymało się tuż przy nim. W jego oczach nie było dzikości – tylko spokój. Jeleń ugiął przednie nogi, ukląkł. Jasiek, drżąc, przytulił się do jego ciepłego boku. Słyszał miarowe bicie serca. Strach ustąpił miejsca dziwnemu poczuciu bezpieczeństwa. Zmęczenie zamknęło mu powieki. Usnął.
Obudziło go światło poranka i czyjś głos wołający z daleka: – Jasiek! Jasieńku!
Ocknął się i przez chwilę nie wiedział, gdzie jest. Było jasno, Dopiero po chwili wróciły wspomnienia. Spróbował się podnieść, lecz kolano zapiekło ostrym bólem.
“Tato, tutaj” - chłopak rozpłakał się głośno i zemdlał z bólu.
Ocknął się w swoim łóżku. Dowiedział się, że tata, sąsiedzi i strażacy szukali go całą noc.
“To leżało koło ciebie, kiedy cię znaleźliśmy” - tato pokazał na ogromne poroże jelenia.
Jasiek się uśmiechnął “Widziałem go, naprawdę.”




