potknęłam się o dom
- Kinga

- 2 dni temu
- 1 minut(y) czytania
Wrzosy. Idę przez las, potykam się o dom.
Nie wiem, czyj to był dom. Gubię się w domysłach. Historie mieszają się tu ze sobą, zarastają mchem i krzewami tak samo jak fundamenty.
No więc włóczę się po Wrzosach i potykam się o dom, o coś co wystaje z ziemi i jest mocno zarośnięte. Niemal to obwąchuję, ostrożnie stawiam stopy, bo nie dość, że łatwe do potknięcia to jeszcze miejscami do zapadnięcia. Łukowe sklepienie piwniczki z czerwonej cegły. Mam wrażenie, że ta piwniczka jest starsza od cokołu wokół. Gdzieniegdzie osmolone deski pośród rumoszu. Całość ma powierzchnię porządnego pokoju lub kiosku. Pożar?
Nie widzę śladu po: oknach, drzwiach, kominie, hydraulice… Przed “domem” kamienie ułożone w okrąg o średnicy około jednego metra. Studnia?
Poniżej kilka tarasów ziemnych. Można dojść przechodząc przez bloczek obsypany białym piachem, a dalej są betonowe klocki całkowicie pokryte mchem. Ile to lat?
Schodzę z drugiej strony. Pod stopami wyczuwam kamienie ułożone z pewną logiką, ale jest to zejście karkołomne, strome. Schody?
Pytań jest więcej niż odpowiedzi. Nie mogłam jednak przejść spokojnie obok domu, o który się potknęłam.
Owszem, znajdziecie ślady i pozostałości zabudowań jeśli będziecie dobrze wypatrywali w lesie. Nie powiem Wam jednak gdzie, sami szukajcie. Traficie?

Pięknie dziękuję Stasi i panu Jankowi.



