Wiem, że będzie ciężko. Ciężko z pokonaniem stereotypu, że w Rybnej nigdy nic się nie działo. Że nie było tu II wojny światowej.
A przecież była.
Świadczyły o niej komory kablowe, o których już pisałam, a po których nie ma dziś śladu. Były też kable telekomunikacyjne – te wprawdzie pod ziemią pozostały, ale cóż z tego, skoro nie sposób dziś dokładnie odtworzyć ich przebiegu? Do tego cała sieć okopów...
Okop (za Wikipedią): polowa fortyfikacja ziemna, obronna lub oblężnicza, w postaci wykopu o głębokości chroniącej przed ostrzałem nieprzyjaciela na wprost, redukująca przy okazji skutki ostrzału od góry i bombardowań, usytuowana na froncie walk, służąca głównie do prowadzenia ognia z broni osobistej i zespołowej oraz obserwacji przedpola.
Wiedzieliście, że na Maciejówce istniała cała sieć takich okopów? Do ich budowy zmuszano mieszkańców Rybnej. Dziś po okopach nie ma już śladu – teren został przeorany na dziesiątą stronę w ramach powojennej intensyfikacji rolnictwa. A jeszcze trzydzieści lat temu bez problemu odnaleźlibyście wklęśnięcia w ziemi. Jak blizny.
Systematycznie zasypywane, powoli odchodziły w zapomnienie. Nawet jeśli staniecie przodem do Głuchówek, a potem obrócicie się w kierunku południowym i zaczniecie uważnie przeczesywać wzrokiem pola. Po wojnie te zagłębienia służyły dzieciom do zabawy. Dziś trudno nawet domyślić się ich istnienia. Jak zagojone blizny.
Dwóm paniom - Ali i Zosi bardzo dziękuję za spacer i opowieść o okopach na Maciejówce.