przez kamieniołom
- Kinga

- 5 minut temu
- 1 minut(y) czytania
Las Belwender z jego kamieniołomem porfiru jako tako znam. Są tam różnej wielkości oczka z pokopalnianą wodą. Tak naprawdę to widziałam jeden z nich i pomyślałam, że przy okazji spaceru dobrze byłoby odnaleźć kolejne, bo chyba powinny być jeszcze dwa ("Trzy Stawy"). Dojechałam do skraju lasu a przede mną pojawił się wybór - lewa ścieżka, prawa ścieżka. Weszłam w lewą, wydawała się mniej zarośnięta. Od razu zwróciłam uwagę, że w zagłębieniach, wokół drzew i na łączkach stała woda. Pomyślałam, że to dobra wróżba i z pewnością znajdę pozostałe. Robiło to wrażenie pięknych tajemniczych rozlewisk.
Dotarłam drogą niemal do końca, odkrywczo stwierdziłam, że znam to miejsce (wbudowana w skarpę stara piwniczka po składzie materiałów strzelniczych) i zawróciłam. Teraz poszłam prawą ścieżką, tą porośniętą pokrzywami (!) i będącą siedliskiem dla wszelkiej maści owadów. W pewnym momencie ze ścieżki ujrzałam dość dużą różnicę wzniesień. Podeszłam na tyle ile było bezpiecznie i w dole zobaczyłam… jeziorko! To drugie!
Tym razem jednak nie znalazłam poprzednich - ech, czyżbym coś pokręciła?...
Belwender i pokopalniany krajobraz jest jednak tak wciągający (skąd ta nazwa?), że po kilku dniach wybrałam się ponownie. Tym razem jednak do lasu weszłam z prawej strony (powiedzmy z prawej jadąc od Rybnej) i oglądałam hałdy kamieni pochłaniane przez zieleń. Stawu nie spodziewałam się znaleźć żadnego i rzeczywiście nie znalazłam, ale chrapkę na jakiś kwarc miałam (też nie znalazłam). Spacery jednak uważam za udane!
Nie licząc komarów i pokrzyw.





















