była sobie Orka
- Kinga

- 1 dzień temu
- 2 minut(y) czytania
… a właściwie jest!
„Orka” ukazuje się (z przerwami) od ponad 35 lat – dokładnie od 1990 roku. Sama przeszła transformację podobną do tej, której doświadczył cały ustrój Polski po przełomie 1989 roku.
Początkowe numery drukowano na zwykłym papierze gazetowym. Były czarno-białe i skromne wizualnie, ale pełne treści: zawierały kącik humorystyczny, apelowały o aktywność obywatelską i poruszały codzienne problemy społeczności. Fascynującym przykładem jest ogłoszenie z numeru listopadowego z 1990 roku:
„Szansa na telefon! Pojawiła się możliwość otrzymania własnego telefonu i to z numerem krakowskim (a więc automatyczna łączność niemal z całym światem)! Warunkiem realizacji tej możliwości jest zebranie się 25 osób chętnych. Koszt – około 8 mln zł. Decyduje kolejność zgłoszeń!”
Co dziś uderza najbardziej? Nie tylko kwota – stanowiąca wówczas równowartość wielomiesięcznych zarobków – ale sam fakt, że telefon stacjonarny z numerem kierunkowym (0-12) był luksusem deficytowym. Na przyłącze z „normalnej” listy czekało się latami, a grupowe zgłoszenia pozwalały skrócić kolejkę. Jak to brzmi w dobie powszechnych smartfonów? Jak opowieść z innej planety?...
Ciekawie wyglądała też ekonomia samej gazety. W listopadzie 1990 roku za „Orkę” płacono 200 starych złotych. W warunkach hiperinflacji była to cena symboliczna – bochenek chleba kosztował już wtedy kilka tysięcy złotych. Nic dziwnego, że w kwietniu 1991 roku numer 4 (dwunasty w ciągłej numeracji) podrożał już do 600 zł. Wówczas pismo wydawał Komitet Obywatelski Gminy Czernichów, więc redakcja musiała dbać o samofinansowanie. Dopiero po wznowieniu w 2007 roku „Orka” stała się oficjalnym, bezpłatnym biuletynem gminy, finansowanym w całości z budżetu.
Dawna „Orka” to świadectwo entuzjazmu czasów transformacji: zapisu chwil, gdy mieszkańcy sami tworzyli media, walczyli o dostęp do cywilizacji i debatowali o budowie wodociągów. A wszystko to w dobrze skrojonych tekstach, niejednokrotnie podszytych ironią. Dziś pismo jest kolorowe i profesjonalnie złożone, ale czy budzi w nas tak samo silne emocje jak wtedy?

Skany "Orki" z 1990 i 1991 roku dzięki uprzejmości M. i J. Podgórskim
Za gościnę i podzielenie się ze mną historią "Orki" pięknie dziękuję państwu Jackowi i Marii Podgórskim.




