top of page
  • Facebook
  • YouTube
  • Instagram

Jasiek na Konietopach

  • Zdjęcie autora: Kinga
    Kinga
  • 2 maj
  • 2 minut(y) czytania

Wiosna przechodziła w lato, a Jaśkowi już się marzyły kolejne przygody. Tym razem jednak do akcji wkroczył tata. Pewnego ciepłego czerwcowego wieczoru uśmiechnął się do syna i powiedział:

– Jasiu, zakładaj kalosze. Idziemy na Konietopy. Pora na robaczki świętojańskie.

Jaśkowi nie trzeba było powtarzać dwa razy. To była ich coroczna wyprawa.

Choć wieczór był ciepły, chłopiec naciągnął swoją ulubioną czerwoną czapkę. Ruszyli polną drogą, zostawiając za sobą skalne ściany Bednarzy.

Konietopy jak wiecie za dnia wyglądają całkiem zwyczajnie – rozległa łąka, gdzie wysokie trawy mieszają się z kępami olch i wierzb, a ziemia bywa zdradliwie miękka. Ale nocą… Tata Jaśka jak co roku snuł opowieść o tym, jak tajemnicze światełka wciągały nieostrożnych wędrowców w mokradła.

Gdy dotarli na miejsce, słońce dawno zaszło, a niebo przybrało głęboki granat. I wtedy się zaczęło.

Najpierw jeden, potem dwa, a po chwili setki zielonkawych, migotliwych światełek zapłonęły nad trawami. Wyglądało to, jakby gwiazdy zeszły z nieba, by potańczyć tuż nad ziemią.

Jasiek stał jak urzeczony. Zapomniał o bożym świecie. Jedno ze światełek – wyjątkowo jasne i śmiałe – zaczęło krążyć wokół jego czerwonej czapki. Chłopiec wyciągnął rękę, zrobił krok, potem drugi… Świetlik tańczył tuż przed jego nosem, jakby go wołał.

– Tato, patrz! Ten jest największy! – zawołał.

Odpowiedziała mu tylko cisza i rytmiczne cykanie świerszczy.

Odwrócił się gwałtownie. Taty nie było. Nie było też ścieżki. Wysokie trawy sięgały mu niemal do ramion i w mroku falowały jak żywe stwory. Świetliki, które jeszcze przed chwilą wydawały się przyjazne, teraz tworzyły migotliwy, zwodniczy labirynt.

– Tato! – krzyknął, ale głos uwiązł mu w gardle.

Strach ścisnął go za serce. Zrobił krok w bok i nagle noga ugrzęzła w grząskim mule. Zimna woda wlała się do kalosza. W pierwszym momencie chciał szarpnąć się i biec, ale przypomniał sobie, co zawsze powtarza tata: spokój ratuje.

Zaczął cicho podśpiewywać drżącym głosem:

– W Bednarskiej Krainie… dzień ci tak pięknie minie…

Powoli, ostrożnie wyciągnął nogę. Udało się. Usiadł na pniu powalonej wierzby, wylał wodę z kalosza i głęboko oddychał.

Wtedy zauważył zmianę.

Świetliki przestały krążyć chaotycznie. Ułożyły się w długą, lśniącą smugę, która prowadziła w stronę wyższego, suchego brzegu doliny. Jasiek zawahał się tylko chwilę, po czym ruszył za świetlistym szlakiem. Kalosze mlaskały cicho, a czerwona czapka chroniła go przed nisko wiszącymi gałęziami.

Po kilku minutach usłyszał wołanie:

– Jasiek! Nie ruszaj się!

Z mroku wyłoniła się sylwetka taty ze starą latarenką w ręku. Jej żółte światło wydawało się blade przy blasku robaczków.

Tata podbiegł i mocno go przytulił.

– Przestraszyłeś mnie, urwisie. Stałem tuż za wierzbą, sprawdzałem grunt, a ty nagle zniknąłeś… Potem usłyszałem, że śpiewasz.

Jasiek wtulił twarz w szorstki sweter taty.

– Świetliki mnie odprowadziły, tato. Naprawdę. Pokazały mi drogę.

Tata spojrzał na dolinę pełną tańczących iskier i westchnął.

– Na Konietopach wszystko jest możliwe, Jasiu. Jednym plączą ścieżki, innym je prostują. Następnym razem nie oddalaj się ode mnie.

Wracali do Bednarzy w milczeniu. W słoiku, który tata zabrał „na wszelki wypadek”, nie było ani jednego robaczka świętojańskiego. Jasiek uznał, że ich magia należy do nocy i do Konietopów. A on miał już wystarczająco dużo wspomnień, by rozświetlić nimi każdą ciemność...


Gemini wg koncepcji ZiS
Gemini wg koncepcji ZiS

na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer
Copyright © Vivamus 2017-2026 All rights reserved
vivamus_element_preview.png
na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer na spacer
bottom of page