zielona bajka
- Kinga

- 19 maj
- 1 minut(y) czytania
Jest las. Po lewej stronie szumi autostrada, po prawej zwykła zatoczka do parkowania. Niby zwyczajny przystanek… dopóki nie zauważysz ścieżki, która pnie się prosto w górę, między skałami.
Wystarczy kilka kroków i przekraczam niewidzialną granicę.
Wchodzę w świat, w którym rządzą leśne duchy. Czuję ich obecność niby w rześkim wiosennym a jednak gęstym powietrzu, w szumie drzew, które szepcą za moimi plecami. Olbrzymie jurajskie skały, porośnięte mchem i korzeniami drzew, stoją tu jak odwieczni strażnicy. To ich królestwo. To oni pilnują tego miejsca od milionów lat.
Skalne karły - naliczyłam pięciu. Siedzą przycupnięci u stóp skały, gdzie można wejść, usiąść, schronić się przed deszczem, odpocząć, ale nie zatrzymywać się na zbyt długo. Bo stary duch lasu da ci kuksańca i drwiąco powie: „czuj się jak u siebie”, a kto wie co tam po głowie mu chodzi.
Dalej jest stromiej a może mi się wydaje. Łapię się gałązek, podciągam, wspinam. Serce bije mocniej – nie tylko ze zmęczenia, ale i z ekscytacji, z dziecięcej ciekawości. A na górze…
Skalne wrota.
Wielkie, monumentalne, obrośnięte zielenią. Stoją otwarte na oścież, jakby zapraszały. Portal? Wejście do królestwa Leszy? Brama, za którą zaczyna się kraina olbrzymów i dawnych mocy? Przejść, nie przejść? Czy wrócę? Nie decyduję się jednak, obchodzę tę skałę jak pies jeża.
Stoję pośrod skał pochłanianych przez czas, mchy i drzewa, stoję maleńka wśród nich i czuję się jak gość w wielkiej, zielonej świątyni.
Jeśli kiedyś będziecie przejeżdżać obok Baczyna i zobaczycie zatoczkę przy lesie – nie jedźcie dalej. Zatrzymajcie się. Wejdźcie kawałek w górę…





















