czerwone skrzynki

Krótko przystrzyżona trawa — to rzuca mi się w oczy, kiedy przyjeżdżam na miejsce. Zbiórka miała być o 7:00 rano. Jestem punktualna, ale bynajmniej nie pierwsza; raczej przedostatnia. W sumie zebrało się nas osiemnaście osób.
Poranek wita rześkim chłodem i mgłą, zza której z minuty na minutę coraz śmielej przebija się słońce. Każdy doskonale wie, co ma robić, a w rzędach krzewów od razu robi się gwarno i wesoło. Marta śpiewa na całe gardło — chyba jednak wolicie nie wiedzieć co — i z uśmiechem deklaruje, że tańczy równie dobrze. Wierzę jej na słowo.
Spaceruję wzdłuż szpalerów z aparatem i podjadam dojrzałe owoce: białe, ciemne i różowe grona. Po lewej i prawej szczepy Seyval Blanc, Sibera, Serena, Johanniter, Rondo, Muscaris i najmłodszy Souvignier Gris. W tym roku krzewy obrodziły wyjątkowo obficie. Do tego stopnia, że za chwilę może zabraknąć czerwonych skrzyneczek na owoce,a są one dla mnie atrybutem winobrania na Zagrabiu.
Marta przypomina, że choć lipiec dał się zapamiętać jako chłodny i deszczowy, to gorący sierpień oraz słoneczny wrzesień nadrobiły wszystko z nawiązką.
Pierwsze krzewy posadzono tu siedemnaście lat temu. W 2015 roku winnica powiększyła się o kolejny areał, a w 2024 roku doszedł następny. Przez ostatnich kilka lat omijały mnie te zbiory, ale dziś czuję, jak bardzo brakowało mi tej specyficznej energii: widoków, wspólnej pracy na świeżym powietrzu i bezpretensjonalnego, szczerego śmiechu.
Tradycyjnie będzie też kawa i ciasto, będzie gwarno i wesoło a na równo skoszonych ścieżkach będą leżały liście winorośli tworząc cudowny kobierzec.



