jak jednym skokiem przekroczyć granicę

Nie pamiętam, żeby był taki niski poziom wody. Właściwie - wody brak. Tylko miejscami koryto jest wypełnione wodą.
Zachodnia granica Rybnej - myślę - jak łatwo przejść teraz z jednego brzegu na drugi, z jednej wsi do sąsiedniej, bez mostu i kładki. Potok Rudno odsłania kamienno-piaszczyste dno, z czarnymi jak węgiel kamieniami wapiennymi i nie takim znowu złocistym piachem. Mam kalosze, ale tak naprawdę wystarcza jeden sus bez moczenia butów.
Schodzę do koryta najpierw przy drodze Brodła - Krzeszowice. Jest ciepły jesienny dzień, a suche gałęzie czepiają się ubrania, witki ostrężyn podcinają nogi.
Potok Rudno - piętnaście kilometrów wypełnionych “suszą” i masą bajecznie kolorowych opadłych z drzew liści. Meandrująca woda przez osiem - dziewięć (w zależności jak liczyć) miejscowości.
Dziś wchodzę pod skałą od ulicy Rudniańskiej. Babie lato przyczepia mi się do włosów i ust. Pole pokrzyw i tylko cienka błotna dróżka po nocnych opadach. Deszcz daje nadzieję, że koryto choć trochę wypełniło się wodą. Nic z tego! Mam wrażenie, że tutaj jest jeszcze mniej wody. Więcej kamieni… Korzystam więc z okazji i idę środkiem, oglądam świat z innej perspektywy. Docieram do miejsca, gdzie tej wody jest więcej - ot, taka większa kałuża.
Zawracam. Nie dlatego, że wody po szyję a ja pływać nie umiem, tylko dlatego, że brzeg wysoki, a wody mało.



