dziki Orlej
- Kinga

- 3 dni temu
- 1 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 17 godzin temu
Umawiamy się na parkingu leśnym u wylotu Wrzosów. Paulina nie zna Orleja, ale kocha las – jej profil na Facebooku "Paulina z Lasu" wszystko tłumaczy. Chciała poznać okolicę, więc myślę, że to dobry początek. Pytam ją tylko, czy ma kalosze. Ma! Wypytuję tak na wszelki wypadek, bo chcę ją poprowadzić korytem potoku. To najprostsza droga.
Paulina zachwyca się już samym wejściem do lasu: omszałymi, powalonymi drzewami i reliktami pokopalnianymi. Jest oczarowana strumykiem i murem tuż obok niego. Widzę, jak reaguje na rośliny, grzyby i skały. Mało rozmawiamy. Wychwytuję jej zachwyt i sama cieszę się jak dziecko, które może się czymś pochwalić. Dochodzimy do ścian łupka dolnokarbońskiego, by za chwilę znaleźć się na terenie starego kamieniołomu. Wcześniej mijamy jeszcze maleńki wodospad i oczko wodne. Dalej już tylko kamienny rumosz i spróchniałe, omszałe drzewa. Paulina wydaje ochy i achy. Jest baśniowo. Woda w zagłębieniu daje mi nadzieję na spektakularny spływ po porfirowych skałach. Puszczam ją więc przodem.
Nie mogę uwierzyć: nie ma wody! Rozpadlina jest zupełnie sucha. Ma to jednak pewien plus – można podejść pionowo do góry, i to całkiem wysoko.
Orlej zawsze zaskakuje. Zawsze rzuca na kolana. Zawsze będzie dziki.
Paulinie bardzo dziękuję za wspólny spacer i rozmowę.



























