niby
- Kinga

- 28 gru 2025
- 1 minut(y) czytania
Nie lubię lata za upały i zbyt wybujałą roślinność – no cóż, spacer w pokrzywach to nie moja bajka. Doceniam je jednak za długie dni i malownicze widoki. Z drugiej strony, nie cierpię obecnego stanu zawieszenia między jesienią a zimą. “Strzępy” śniegu na łąkach i polach naprzemiennie z kępami spłowiałej lub żółtej trawy. To już nie jest przedzimie, to nibyzima! Przenikliwy wiatr przewiewa na wskroś, a ledwie minus trzy stopnie wyciska łzy z oczu i powoduje, że grabieją ręce.
Dziś poszłam na Sznury. I wiecie co? Na ścieżkach leżały “niedoróbki” śniegu, a lekki mróz wyciskał łzy z oczu i lekko zgrabiały mi ręce. Słońce nieśmiało próbowało przebić się przez chmury, delikatnie je podświetlając. Spłowiałe trzciny szeleszcząc zapraszały do spaceru i odkrywały nowe ścieżki.
Powoli zmieniam zdanie. W kwestii nibyzimy. Że “niby” też może być piękne.























