droga do Sanki
- Kinga

- 3 dni temu
- 1 minut(y) czytania
Mierząca niespełna kilometr droga, wiodąca na osi północ-południe jarem Zapaście ku Sance. Prawdopodobnie najbardziej karkołomna trasa w całej okolicy.
Droga do Sanki z czasów, gdy odwiedzało się przyjaciół i rodzinę bez samochodu – wtedy najkrótsza ścieżka była jedyną sensowną opcją. Służyła też jako dojazd do pól, gdy pastwiska i uprawna ziemia sięgały aż tutaj.
Nie ma przy niej tabliczek z nazwą ulicy. Są za to jaskinie, wysokie skały i głębokie dziury w ziemi.
Przez pewien czas jestem jedynym piechurem, który tędy przechodzi. Nie licząc tropów zwierząt – a jest ich mnóstwo, biegnących w obu kierunkach. W końcu natrafiam na ludzkie ślady – ktoś dołączył do ścieżki z góry, a ja idę jego tropem.
Idę wzdłuż głębokich rozpadlin; leżący przy nich śnieg zawęża bezpieczne przejście. Dalej jest już tylko trudniej. Ostatni przystanek na trasie to splątane drzewa i kolczaste krzaki - skutecznie broni dostępu do celu.
Kiedy wracam, próbuję iść po własnych śladach, ale gubię się – nie wiem, jak to możliwe. Przecież wszystko miało być proste, a słońce jasno rozświetla drogę.
Drzewa uginają się na wietrze i szepczą, trzeszcząc: Zapaście…























