top of page
  • Zdjęcie autoraKinga

po burzy

Wychodzę z domu przed wschodem słońca. Czas mam niemal wyliczony. Są mgły, na to liczyłam, ale kiedy docieram na Sznury - świata zza tych mgieł nie widać. Od wschodu niebo nabiera czerwonego blasku, wstające słońce podświetla chmury. Kończy się utwardzona kamieniami droga i zaczyna hardcor. Mam kalosze - w żadnych innych butach nie przedostałabym się - na polach i ścieżce woda, grzęzawisko - ostrożnie stawiam krok za krokiem, staram się iść środkiem po trawie, łatwo o poślizgnięcie. Widzę Rybniankę i to jakim szła korytem podczas ostatnich nawałnic. Ubłocona trawa leży jeszcze ok. 8 metrów od niej. Na polach stoi woda, brodzą w niej dzikie kaczki, podrywają się kiedy jestem blisko. Przechodzę mostkiem, dalej grzęznę w błocie.  Z prawej strony dobiega mnie klangor żurawi. Nie, nie zrywają się do lotu. Najwyraźniej chcą przepędzić nieproszonego gościa. Dostrzegam kosaćce syberyjskie, niestety już w większości przekwitły. Trawy są wysokie i mokre i pomimo, że jestem w kaloszach mocno przemokły mi spodnie. Słońce rozpoczęło już swą dzienną wędrówkę; Mgły rozwiewają się. Dochodzę do miejsca gdzie drzewa są gęsto obsadzone - jeśli pójdę dalej to będę miała poranny zimny prysznic. Zupełnie zniechęca mnie jednak do tego głośne szczekanie sarny. Zawracam…



70 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

kwiat paproci

pół godziny

Comments


bottom of page